„pójde tylko na papierosa, popilnujecie mi torby?” – Kolejne uderzenie jak obuchem w łeb, „to jest dziewczyna” – mówi Ania. „Chłopak na bank” – zaprzeczam, spoglądając nerwowo na maleńki biust, zupełnie niewidoczny pod wielką koszulą tej niebiańskiej i bladej istoty. Sięga mi może do podbródka, ramiona jak zapłki, z ostrymi jak szpileczki kostkami łokci. Zupełnie przejrzyste tęczówki, blado-błękitne na tyle, że można przez nie zajrzeć do środka. Gdybym tylko miała jej numer telefonu, uniosłabym ją bez trudu na rękach, podsadziłabym na barkach po to, żeby mogła zadrzeć do góry swoją maleńką główkę i wypatywać w pijackiej malignie komet i gwiezdnych konstelacji. Wszystkie róże sprzedawane w barach przez wędrownych arabów należą do niej. Gdyby tylko dała mi swój numer telefonu, zasadziłabym na jej skrawku parkietu najpiękniejszy kwiat świata, taki, z którym mogłaby rozmawiać i który mogłaby sobie oswajać do końca imprezy.
Kiedy wraca z fajki z tą swoją chłopięco starganą blond czupryną, my już szykujemy się do wyjścia. „Wyglądasz zupełnie jak mały książę” – mówię jej na odchodne, na co ona przemyka pomiędzy stłoczonymi i nic nie wartymi ciałami, wybiega za nami na zewnątrz i: „żegnajcie…” – macha nam rączką na do widzenia.
niedziela, 18 maja 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

2 komentarze:
ej zwracam honor - oddalas nalezny hold zioom:) bardzo mi sie podoba:)
he to ja powinnam zwrócić honor za terminologie i za to, ze mnie znosilas do konca tamtego wieczoru. i nawet nie dalas mi w morde pod koniec. Ta notka to wylacznie twoja zasluga:)
Prześlij komentarz